Dariusz Kawa: Paweł Hertz jako komentator literatury romantycznej

Moje uwagi stanowią jedynie niewielkich rozmiarów przyczynek do szerokiego tematu zapisanego w programie dzisiejszego spotkania. Paweł Hertz jako komentator literatury romantycznej – to istotny wątek w dziejach refleksji nad ciągłością polskiej kultury, domagający się rzetelnej i pogłębionej analizy, a być może nawet osobnej rozprawy naukowej. Mam nadzieję, że w moim krótkim wystąpieniu uda mi się chociaż zarysować poglądy autora Sedanu na literaturę romantyczną, a zarazem zachęcić zgromadzonych do badawczej refleksji nad bogatą spuścizną Pawła Hertza, która – mimo upływu już trzynastu lat od dnia jego śmierci – nie doczekała się jeszcze monografii. 

Temat mojego wystąpienia jest zbyt szeroki, bym mógł go wyczerpująco w tak krótkim czasie przedstawić, jest jednak jednocześnie pod pewnym względem zbyt wąski. Paweł Hertz był bowiem nie tylko świetnym komentatorem literatury romantycznej, ale również jej wiernym admiratorem i – co niezwykle ważne ze względu na temat dzisiejszego spotkania – znakomitym edytorem. Wiele spraw złożyło się na tę szczególną sympatię, jaką Hertz darzył teksty powstałe w wieku XIX. Jeszcze przed II Wojną Światową, w 1935 r. pisał w liście do Jarosława Iwaszkiewicza:

„Słuszne jest to, co piszesz o wydawnictwach naszych. Ale mam nadzieję, że Akademia się zajmie tymi sprawami, przecież Prusa już wydają, Mickiewicza również (sejmowe wyd.). Inna sprawa z mniej znanymi romantykami. Taki czarodziej jak Bohdan Zaleski niewydawany od pół wieku. A szkoda, bo to prawdziwa poezja. A Chodźko, Czeczot, cały ten krąg mickiewiczowski! Ja zbieram to sobie w starych wydaniach, mam już trochę, ale drogie to i rzadkie”1

W chwili, gdy publiczność literacka w Polsce interesuje się twórczością awangardową, niespełna siedemnastoletni młodzieniec, Paweł Hertz rozczytuje się w dziełach polskich romantyków, mając bolesną świadomość dojmujących braków w edycji klasyki narodowej literatury. Ten dystans od współczesności i lektura tekstów romantycznych, a szerzej dziewiętnastowiecznych, dające się zauważyć już w młodości, jako postawa utrwaliły się u Hertza na skutek doświadczeń wojny i komunizmu. Po krótkim okresie zaangażowania w utrwalanie socjalizmu w powojennej Polsce, wynikające raczej z oportunizmu niż z rzeczywistej wiary w marksistowską ideologię, Paweł Hertz wybiera drogę przeciwną, drogę konserwatysty, którego celem nadrzędnym jest utrwalanie polskiej kultury. W swoim świetnym eseju poświęconym życiu i działalności Pawła Hertza Wojciech Karpiński tak streszczał postawę swojego przyjaciela: 

„Nowy ustrój, wprowadzony na ziemiach polskich w wyniku wojny, jest tu z nadania sąsiedniego mocarstwa; tkwimy w sferze wpływów tego mocarstwa i narzuconej przez nie, dla imperialnych celów, ideologii komunistycznej, a dzieje się to z przyzwolenia mocarstw zachodnich. Tak jest, tak będzie jeszcze długo. Należy w tej sytuacji ratować to z tradycji ojczystej, co uratować można. Należy umacniać naszą wiedzę o europejskiej kulturze i o kulturze polskiej. Tę koncepcję, głęboko a zarazem konkretnie rozumianej pracy organicznej, wprowadzał Hertz w życie z podziwu godną konsekwencją, bez deklaracji (choć w jego esejach i wierszach można było odczytać zarys jego przekonań), w samotności. To od tego czasu stał się jednoosobową instytucją, instytutem pamięci narodowej i wydziałem literatury i kultury polskiej, zawstydzającym rezultatami swojej pracy, jej rozmachem, jej skrupulatnością, wszystkie wydziały polonistyki polskich uniwersytetów (a żaden z nich nie wpadł na pomysł, aby wyrównać choćby minimalnie ten dług nadając mu tytuł doktora honoris causa — nie w celu nobilitacji Hertza, lecz siebie...)”2

Swoje pragnienie ratowania tradycji ojczystej Hertz realizuje w ramach pracy w Państwowym Instytucie Wydawniczym. W 1949 r. ukazuje się po raz pierwszy wielokrotnie potem wznawiana biografia Juliusza Słowackiego pt. Portret Słowackiego3. W PIW-ie Hertz rozpoczyna owocną współpracę z innym pasjonatem polskiego romantyzmu, Marianem Bizanem. Razem z nim ogłasza komentarz do Liryków Słowackiego (1959 r.) Glosy do "Kordiana" (1967 i 1972 r.), Glosy do "Balladyny" (1970 r.) oraz Kordiana jako szkolną lekturę (1977 r.) z bogatymi przypisami, który doczekał się pięciu wydań. Po latach Marian Bizan pisał:

„Naszym wspólnym pożegnaniem ze Słowackim były słowa wydawców do trzech wielkich tomów Dzieł wybranych w 1983 roku i uwaga, że w całości dzieła poety <<kryją się jakby zapowiedzi prądów i kierunków, które miały się pojawić dopiero później, i to w większym może stopniu w poezji europejskiej niż w poezji rodzimej: bez trudu odnaleźć można pośród tych tekstów fragmenty, zespoły słów i pojęć oraz nieoczekiwane myśli właściwe poezji XX wieku>>”4

Słowacki nie był jednak jedynym z wielkich romantykiem, którego życiem i twórczością interesował się badacz. W latach 1959-1979 Hertz opracowuje monumentalny, siedmiotomowy Zbiór poetów polskich XIX-wieku, w którym wydobywa z zapomnienia setki utworów mniej znanych twórców romantycznych5. Wydaje również Dzieła literackie Zygmunta Krasińskiego oraz dwa tomy korespondencji autora Irydiona z przyjacielem lat młodzieńczych, Henrykiem Reevem. Po upadku komunizmu przygotowuje również edycję Pism filozoficznych i politycznych Krasińskiego, które przez lata nie mogły się ukazać ze względu na ingerencje cenzury. Komentarze do twórczości plejady polskich autorów romantycznych, w tym Mickiewicza i Norwida wielokrotnie pojawiają się również w jego esejach, felietonach i artykułach pisanych do współczesnej mu prasy literackiej. 

Chciałbym teraz na przykładzie wspomnianych Glos do „Kordiana” podjąć próbę uchwycenia założeń, którymi Paweł Hertz kierował się komentując dzieła literatury romantycznej. Wybrałem to właśnie opracowanie dramatu Słowackiego nieprzypadkowo, ponieważ otwiera je tekst niejako programowy, przedstawiający wykładnię poglądów edytorskich Hertza i Bizana. Punktem wyjścia obu redaktorów jest pewien sposób postrzegania literatury narodowej, o którym czytamy:

„Dość powiedzieć, że kierowano się przy ich pisaniu i zestawianiu [glos – przyp. aut.] przekonaniem, iż na nieprzemijalność literatury narodowej składają się wysokie wartości artystyczne o tyle tylko, o ile potrafią utrwalić w świadomości czytelników pewne istotne i doniosłe prawdy czasu, w którym powstały, nadając im mocą swojej doskonałości wysoką godność moralną i intelektualną”6

Innymi słowy, według Hertza i Bizana ponadczasowa literatura narodowa musi zachowywać równowagę między doborem środków artystycznych a znaczeniem intelektualnym, filozoficznym i moralnym. Za tak jasnym stwierdzeniem kryje się również postawa badawcza – dla współczesnych literaturoznawców trudna do przyjęcia – która odrzuca dzieła oparte jedynie na eksperymencie formalnym, pozbawione zakorzenienia w pozaliterackiej rzeczywistości. W następnym zdaniu czytamy zaś słowa, które są szczególnie intrygujące:

„Oczywiście tylko doskonałość artystyczna potrafi sprawić, że pewien zespół zagadnień historycznych, żywo odczuwanych przez bezpośrednich uczestników i świadków procesu dziejowego, pozostanie źródłem inspiracji życia umysłowego następnych pokoleń, ale gdyby ów splot problemów życia narodowego został ostatecznie rozwiązany, na nic by się zdała moc artystycznego zaklęcia”7

Mówiąc krótko, Hertz wraz z Bizanem stoją na stanowisku, że splot problemów życia narodowego, który stanowił materiał dla Słowackiego przy tworzeniu wielkiego dramatu, wciąż pozostaje nierozwiązany. Pytanie, które nasuwa się niejako automatycznie, i które powinno nasunąć się również komunistycznemu cenzorowi w czasie lektury tego fragmentu, brzmi: W jakim sensie lektura Kordiana pozostaje dla Hertza nadal aktualna? Czy chodzi tutaj jedynie o do dziś dnia toczone spory o szanse powstania listopadowego czy też może kryje się za tym podobieństwo między oddanym we władzę cara Królestwem Kongresowym a uzależnionym od ZSSR PRL-em?  

Hertz wraz z Bizanem rezygnują z analizy struktury artystycznej dramatu, która w ich opinii nie pozostawia badaczom wielu zagadek, na rzecz poszukiwania związków między rzeczywistością historyczną a treścią Kordiana. Przyświeca im pragnienie przedstawienia tych kontekstów historycznych, które były oczywiste dla publiczności literackiej współczesnej Słowackiemu, a dla dzisiejszych czytelników pozostają rzeczywistością nieznaną bądź nieczytelną. Ich celem jest dotarcie do rzeczywistych inspiracji Słowackiego. Jednocześnie Hertz wraz z Bizanem mają pełną świadomość ograniczeń, jakie wypełnianie tego zadania ze sobą niesie: 

„Nie trzeba tu dodawać, że celem tych zabiegów nie było wyświetlenie prawdy historycznej czy ustalanie rzeczywistego przebiegu wydarzeń, lecz ujawnienie i przypomnienie tych wszystkich elementów dziejowych czy kulturalnych, które bez względu na oceny dokonywane z perspektywy historycznej wywarły wpływ zarówno na stan świadomości autora, jak i jemu współczesnych”8.

Biorąc pod uwagę Glosy do Kordiana najwięcej miejsca dwaj redaktorzy poświęcają sprawie spisku koronacyjnego, który – jak twierdzą – jest główną osią konstrukcyjną dramatu oraz powstaniu listopadowemu. Przywołanie tego ostatniego nie służy jedynie wyjaśnieniom sceny Przygotowania, bowiem Słowacki – i tu cytat – „wplótł w dramat bardzo wiele aluzji do faktów późniejszych niż spisek z 1829 r.”9. Trzecim zespołem zagadnień historycznych szeroko komentowanym przez Hertza i Bizana jest obserwowana w latach 1832-1833 wzmożona działalność stowarzyszeń węglarskich przygotowujących rewolucję europejską, sprawa „hufca świętego polskiego” i wyprawa Zaliwskiego. Kończąc słowo wstępne autorzy raz jeszcze stwierdzają:

„W opracowaniu tych glos najwięcej stosunkowo miejsca udzielono świadectwom tego dramatu dziejowego, którego Kordian stanowi próbę przemyślenia”10.

Po wstępie następują obfite komentarze, które zajmują dwakroć razy więcej stron niż sam tekst Kordiana. 

Z taką samą argumentacją spotykamy się w Glosach do „Balladyny”, gdzie czytamy:

„Nade wszystko (...) starano się tu uwydatnić te elementy współczesności historycznej, politycznej, kulturalnej i literackiej, które mogły być niemal gołym okiem dostrzeżone przez czytelników Balladyny, ogłoszonej drukiem w Paryżu w roku 1839, tej, o której Norwid powiada, że „jest dzieckiem 1839 roku na świat wyszłym”11

Konkludując, dla Hertza arcydzieła polskiej literatury romantycznej są pokłosiem życia narodowego, przetwarzają doświadczenia narodu za pomocą artystycznych środków wyrazu w ponadczasową materię, z której mogą czerpać kolejne pokolenia, jeśli tylko są świadome własnej historii i tradycji. Zakorzenienie w polskości pozwala nie tylko docenić romantyczne teksty, ale i uznać ich przesłanie za wciąż aktualne. 

Wbrew większości współczesnych Hertzowi reżyserów i propagatorów literatury, którzy pragnęli (i pragną do tej pory!) na siłę unowocześnić stare dramaty, żeby przez to dotrzeć do współczesnego widza czy czytelnika, Hertz wybiera drogę odwrotną. Nie chce zmieniać dramatu, ale zmienić jego widza, mówiąc metaforycznie - postarzyć go, włączyć w krąg narodowej historii i tradycji, uprzytomnić mu uniwersum spraw tylko pozornie minionych. 

Na koniec chciałbym wrócić do eseju Wojciecha Karpińskiego, który opisuje pewną dyskusję toczącą się na łamach prasy literackiej w latach 60. ubiegłego wieku. Chociaż dotyczy ona Wyspiańskiego, myślę, że w doskonały sposób ukazuje ona podejście Hertza również do polskiego romantyzmu:   

„Królował wtedy Mrożek, literatura absurdu, Wizyta starszej pani Dürrenmatta, sztuki Arthura Millera. Hertz ogłosił, wyjątkowo w „Dialogu”, artykuły krytykujące ówczesne gusta i broniące Nocy Listopadowej Wyspiańskiego. Odbyła się potem w tymże piśmie dyskusja wydrukowana jako Hertz contra plures. Był rok 1960. Tarn, Kott, Puzyna i Kisielewski ostro atakowali Hertza za reakcyjność i staromodność gustów. Kisiel zwłaszcza wypowiedział zdania, które zabrzmiały za lat osiem jak niewiarygodne szyderstwo losu. „Kogo dziś obchodzą Dziady, nie Dziadami zainteresujesz młodzież, nie nimi zwiążesz Ślązaków z naszą kulturą, lecz «Przekrojem» i «Panoramą», i kulturą masową”. Hertz zaś zakończył swój szkic „Na przykładzie Nocy Listopadowej” zdaniami (...): „Słyszałem o Nocy Listopadowej głosy uskarżające się na jej «barok», na jej «bełkot». Mówili to ci sami ludzie, którzy bez zmrużenia oka potrafią przesiedzieć na sztukach, w których nic o ich sprawy nie zaczepia. Nie nam składa wizyty starsza pani i nie my mamy złożyć jej ofiarę. Ale tylko za życia jednego naszego pokolenia Kora dwukrotnie żegnała się z Demeter. Jeżeli się tego nie wie, jeżeli się tego wiedzieć nie chce lub jeżeli się o tym zapomniało, wówczas nie można naprawdę rozumieć Nemezis szwajcarskiej czy amerykańskiej, nawiedzającej mieszczuchów lub dokerów. Można sobie niekiedy przyswoić obce realia, ale nie można pojąć naprawdę cudzego losu, nim się nie zgłębiło własnego. A cóż to jest teatr, jeśli nie zwierciadło ludzkiego losu?”12.

 

1 P. Hertz, List do J. Iwaszkiewicza z 23 I 1935 r. [w:] „Zeszyty Literackie”, nr 101.

2 W. Karpiński, Paweł Hertz – podróże i rozmowy [w:] „Zeszyty literackie”, nr 76.

3 Zob. P. Hertz, Portret Słowackiego, Warszawa 1949.

4 M. Bizan, IX epizodów wspomnieniowych, http://zeszytyliterackie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1381&Itemid=54 [dostęp 6.12.2014]

5 Zob. Zbiór poetów polskich XIX-wieku, ułożył i oprac. P. Hertz, t. I-VII,Warszawa 1959-1979.

6 Por. P. Hertz, M. Bizan, Glosy do „Kordiana” [w:] J. Słowacki, Kordian, Warszawa 1967, s.117.

7 Tamże, s. 117.

8 Tamże, s. 119.

9 Tamże, s. 120.

10 Tamże, s. 121.

11 Por. P. Hertz, M. Bizan, Glosy do „Balladyny” [w:] J. Słowacki, Balladyna, Warszawa 1970, s.196.

 

12 W. Karpiński, Paweł Hertz – podróże i rozmowy [w:] „Zeszyty literackie”, nr 76.